Blog

kesomiel

Blog

Sobota, Marzec 19, 2022, 11:02

Spałem chyba bardzo długo. Obudziłem się w nieznanym mi wcześniej pomieszczeniu. Leżałem na podłodze w jakiejś pustej sali, która była cała pomalowana w czarne i białe kwadraty. Całość wyglądała tak, jakby ktoś podłogę, ściany i sufit ułożył z takich samych dużych plansz do gry w szachy. Brakowało tylko pionków, oznaczeń pól szachowych i graczy. Byłem ubrany w czarny kombinezon, który był miły w dotyku. Nie wydzielał żadnego zapachu i był jednolity, bez kieszeni, zamków błyskawicznych czy innych dodatków. Miałem wrażenie, że nie mogę go zdjąć. Nie czułem zimna ani głodu. Byłem jednak zdezorientowany. Podniosłem się z podłogi i zacząłem szukać ukrytych drzwi w ścianach. Nie znalazłem. Ściany były idealnie gładkie. Pomyślałem, że może w suficie jest ukryty jakiś otwór, przez który dociera do środka tlen, którym oddycham. Niestety sufit był na wysokości czterech lub pięciu metrów i nie mogłem tego sprawdzić. Była cisza. Zawołałem więc:

- Halo! Słyszy mnie ktoś?!

Nikt nie odpowiedział. Było cały czas jasno, a to świadczyło o tym, że z sufitu musiało być emitowane źródło światła. Jednak żadnych lamp nie dostrzegłem. Była zima, więc ktoś musiał dostarczać energię cieplną niezbędną do ogrzewania sali. W końcu ktoś musiał zbudować całe pomieszczenie i sprawić, że się tu znalazłem. Zastanawiałem się nad przyczynami zaistniałej sytuacji. „Po co tutaj jestem?" – rozmyślałem – „Co teraz mam zrobić? Jak długo tu będę? Kto jest za to wszystko odpowiedzialny? Jaki to wszystko ma sens?"

Czas mijał, a nic się nie zmieniało. Czekałem. Obliczyłem, że powierzchnia podłogi ma około sto metrów kwadratowych. „Jeśli nie ma wyjścia, to zawsze można wyjść wejściem" – pomyślałem – „i to jest najprostsze rozwiązanie. Mój stan obecny poprzedzał sen i właśnie w jego trakcie musiała nastąpić zmiana mojej sytuacji. Może podczas snu wszystko wróci do normy." Postanowiłem uciąć sobie dłuższą drzemkę, położyłem się na podłodze i próbowałem zasnąć.

- Halo! Jest tu ktoś?! – usłyszałem czyjeś wołanie, które nagle dobiegło mnie z wysoka, brzmiało jak echo w górach.

- Ja jestem tutaj! – zawołałem.

Nikt nie odpowiedział. Znowu zapadła zupełna cisza. Pomyślałem, że nad sufitem znajduje się druga sala i ktoś tam jest. Dało mi to nadzieję, że doczekam się zmiany mojego położenia. Wierzyłem, że nadejdzie pomoc z góry.

- Otwórzcie salę i mnie wypuśćcie! – poprosiłem.

„Nie będę czekał" – pomyślałem – „i nie będę już wołał, ale po prostu zdrzemnę się. Tym sposobem zabiję czas."

Zasnąłem. Śniło mi się na początku, że wampiry mnie tu uwięziły. Potem, że terroryści, kosmici, sataniści, psychopata, tajni agenci, a na końcu w moim śnie przeżyłem rozprawę sądową i zostałem skazany na dożywocie w odosobnieniu. Obudziłem się bardzo zdenerwowany tymi koszmarami. Zacząłem się poważnie zastanawiać, kto mnie uwięził.

- Ja jestem tutaj! – usłyszałem czyjeś wołanie, które znowu przypominało echo w górach.

Po paru chwilach usłyszałem słowa:

- Otwórzcie salę i mnie wypuśćcie! – w tej chwili, ku mojemu niedowierzaniu, zrozumiałem, że echo odbiło moje własne wołanie. „Tylko dlaczego usłyszałem echo dopiero po tak długim czasie?" – zastanawiałem się.

Długo rozmyślałem nad nietypowym echem. „To musi być ważne" – pomyślałem – „i muszę wiedzieć, co to dla mnie oznacza. Echo według praw akustyki powstaje w wyniku odbicia fal dźwiękowych od twardej powierzchni. Statki używają urządzeń zwanych echosondami do określenia głębokości wody lub wykrywania przeszkód. Za echo uznaje się głos, który dotrze do obserwatora z opóźnieniem co najmniej jednej dziesiątej sekundy po dźwięku docierającym bezpośrednio. Taki czas umożliwia człowiekowi rozpoznanie obu dźwięków. Przy temperaturze około dwudziestu stopni Celsjusza odpowiada to sytuacji, gdy odbijająca przeszkoda jest oddalona o minimum szesnaście metrów i dwadzieścia centymetrów. Oznacza to, że twarda powierzchnia, która odbiła mój głos jest ode mnie oddalona o setki kilometrów. Nie, to mało wiarygodne. Musi być jakieś inne wytłumaczenie tego zjawiska."

Zacząłem spacerować po sali i nagle zauważyłem, że od mojego prawego buta odkleja się jakaś karteczka. Przystanąłem i oderwałem papier od podeszwy. To była notatka, odczytałem ją w myślach: „Nie wydostaniesz się z tego miejsca, dopóki nie wymyślisz historii filozofii na wesoło." Sprawdziłem drugi but, tam też była przyklejona kartka, na której pisało: „Długopis i zeszyt znajdziesz na środku sali, pod czarnym kwadratem." To wyglądało mi na zadanie rodem z telewizyjnego reality show. „Ktoś się wyraźnie mną bawi" – pomyślałem bardzo zirytowany całą sytuacją.

Po pewnym czasie znalazłem długopis i zeszyt. Przystąpiłem od razu do pisania historii filozofii na wesoło. Postanowiłem zrobić to w formie zabawnych dialogów między Głupim i Głupszym. Wymyśliłem, że rozmawiają oni ze sobą w więzieniu, gdzie trafili za opowiadanie głupich kawałów.

- Ja już nie pamiętam, za który kawał mnie tu zamknęli.

- A ja pamiętam. Za żart o bliźniakach.

- Opowiedz mi dowcip, za który ty tu trafiłeś.

- Nie będę się powtarzał. Opowiem inny. Widziałem, jak jeden facet szukał czegoś w łajnie. W końcu znalazł – był to banknot jednodolarowy. Uradowany powiedział: „pecunia non olet" czyli „pieniądze nie śmierdzą".

- Ty to masz takie filozoficzne te kawały. Wiesz co? Zastanawiam się, czy można uzależnić się od filozofowania?

- Jasne, że można. Ludzie mogą uzależnić się od wszystkiego.


Brak komentarzy.
(*) Pola obowiązkowe
Copyright ©2022 Kesomiel.pl, Wszelkie Prawa Zastrzeżonejavascript:void(null)